L&L

06-08-2008

Czas przerwać zmowę milczenia!!!- kolejne recenzje książki "Prawda i prawo"


Do księgarni trafiła niedawno poruszająca książka autorstwa Marzeny Burczyckiej-Wożniak zatytułowana "Prawda i prawo". Opisuje ona walkę matki o prawdę dotyczącą śmierci syna. Książka jest próbą przełamania zmowy milczenia okrywającej, do dnia dzisiejszego, tragedie mające miejsce na morzu.

Z każdym kolejnym zdaniem dreszcze przeszywają ciało czytelnika coraz bardziej. 26 letni, odbywający praktykę zawodową na morzu, człowiek wraca z rejsu w stalowej trumnie. Jak doszło do tragedii na statku?? Co działo się z ciałem podczas transportu do kraju, kiedy to przesyłka rażąco zmienia wagę?? Czy przemycano w niej nielegalny ładunek o wadze przekraczającej 150 kg?? Dlaczego nikt nie ponosi odpowiedzialności za tajemnicze wypadki na statkach??
Pytania nieustannie się mnożą.
Książką "Prawda i prawo" matka zabitego chłopca przerywa zmowę milczenia. Nie można przejść obok tej pozycji obojętnie!
Wszystkie opisane w niej sytuacje i rozmowy wydarzyły się naprawdę i mają pełne odzwierciedlenie w dokumentach!
Zachęcamy do lektury!

Recenzja Janiny Wieczerskiej
źródło: Dziennik Bałtycki Rejsy 25.07.2008

Prawda i podłość


Przed laty, kiedy Marzena Wożniak w redakcji "Czasu" pokazała mi swoje pierwsze opowiadania, powiedziałam bez wahania: Pani powinna pisać! Nie posłuchała mnie, wolała dziennikarstwo. pewnie słusznie, ma w tej dziedzinie duży dorobek, wraz z mężem, Tadeuszem Woźniakiem, bądź sama wydała kilka książek, z przewagą "wywiadów - rzek". Teraz, przeczytawszy jej powieść "Prawda i prawo", wykrzyknęłam: A nie mówiłam! Bo jest to powieść znakomita, którą czyta się jednym tchem. Byle nie przed nocą, bo zdecydowanie nie jest to książka do poduszki. Mówi o śmierci niewyjaśnionej i winie nieukaranej. Wątek główny to usiłowania matki marynarza, który zginął w wypadku, dotarcia do prawdy o przyczynach śmierci i o haniebnych faktach towarzyszących ostatniej drodze syna. Nie powiem jakich, z tych samych przyczyn, dla których w recenzji kryminału nie mówi się, kto zabił. Matka ma w swoich staraniach napotyka na mur wrogiej obojętności. Ani śladu zrozumienia dla jej intencji. W prokuraturze sekretarki nazywają ją straszną babą, co się uparła, a przecież nic jej syna nie wskrzesi. taka jest i wymówka innych, którzy wykręcają się, przemilczają co wiedzą, z niskich pobudek: po co ściągać sobie kłopot na głowę, nie wiadomo, co i kto się za tym kryje, mogę wylecieć z firmy, bo tamten facet wciąż ma chody.
Powieść ma cechy i kryminału, i moralitetu, i reportażu. Marzena Woźniak pozostaje sobą: "człowiekiem z dwojakiej natury zrobionym" - natury pisarki i natury dziennikarki. Zakorzenionych - czego nie można pominąć - w urodzajnej glebie wiary, że istnieje dobro i istnieje zło, i wcale nie są do siebie podobne. nawet jesli oliwa sprawiedliwa na wierzch NIE wypływa.



Recenzja Bogusława Brezy
źródło : Kurier Wejherowski 23.07.2008

Prawda i prawo


Ta książka autorstwa Marzeny Burczyckiej-Woźniak (Gdynia 2008) mogłaby miec inny tytuł. Powiedzmy "Matka i syn", "Tragedia i morze", "Wiara (kultura) i zbrodnia", "Obywatel i wymiar sprawiedliwości", czy nawet w mniejszym stopniu "Matka i ojciec a śmierć dziecka" lub "Gdynia i Kaszuby".
Dowiedziałem się o niej i mogłem się z nią zapoznać dzięki prowadzonemu w "Panoramie" cyklowi. Otrzymałem ja od redaktora Stanisława Jankego, który po lekturze moich poprzednich tekstów, uznał, że wpisuje się ona w krąg moich zainteresowań i dobrze by było zapoznać z nią szersze grono odbiorców. Jestem Mu za to wdzięczny, gdyż rzeczywiście wiedzę o tej pozycji powinien mieć każdy, kto zajmuje się, interesuje się współczesnym piśmiennictwem pomorskim.
Dodam, że jej lektura jest wciągająca, sprawdziło się to na bliskiej mi osobie, która zerknęła tylko a okładkę z pytaniem: Co Ty tu znowu masz?" i po przeczytaniu kilku zdań, była stracona. Mimo wielu zajęć, przeczytała ją w ciągu praktycznie jednego dnia, nie odrywając się od niej nawet w samochodzie, oczywiście będąc pasażerem.
Kilka wariantów ewentualnych tytułów podałem nieprzypadkowo, chociaż za najbardziej odpowiedni i tak uznaje ten odautorski, "Prawda i prawo". Chciałem przez to pokazać wielość wątków, możliwości różnego odczytania treści tej - tutaj zawaham się jakiego użyć słowa - powieści, opowieści grozy, reportażu (wiem, że nie tylko ja ma z tym problem). Po prostu łączy ona w sobie kilka gatunków literackich, także dlatego, że każdy z rozdziałów poprzedzony jest krótkim wstępem, refleksją psychologiczną, fragmentem tekstu biblijnego itp.
Głównym jej wątkiem jest tragiczna śmierć  młodego, zdolnego, bardzo dobrze  wykształconego  oficera  żeglugi wielkiej w  trakcie rejsu u wybrzeży Ameryki Południowej. Narrację prowadzi matka ofiary, syna jedynaka. Tragedia odmieniła życie jego rodziców : "Dla świata był jednym z wielu. Dla nas był całym światem". Zmieniły się ich przyzwyczajenia, sposób patrzenia na rzeczywistość, podejście do znajomych, wszystko. Inaczej też zaczęli ich traktować przyjaciele, sąsiedzi, koledzy. Gdy nieco oswoili się z bólem ( na zawsze będzie już ich), szczególnie matka zaczęła zadawać pytania dlaczego tak się stało, czy suche zapisy protokołu powypadkowego i innych dokumentów są zgodne z prawdą, a może było to zabójstwo? Swoją determinacją doprowadziła do wszczęcia dochodzeń, ekshumacji i sekcji zwłok. Powoli ujawniły się intrygujące fakty, ukazujące, że śmierć marynarza mogła nie być nieszczęśliwym wypadkiem, za który nikt nie ponosi odpowiedzialności, a okoliczności  sprawy wskazują, że nie  da się wykluczyć udziału w niej międzynarodowego gangu.
Im więcej matka ma wiadomości, danych, udowodnionych działań niezgodnych z prawem, tym trudniej jest jej przebić się  z nimi przez gąszcz wymagań, ocen  szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości.  Narasta w niej poczucie, że po drugiej stronie sprawy stoi ktoś "silny", kto nie dopuści do wykrycia i upublicznienia prawdy, domniemywa, że są to potężni armatorowie i gangi narkotykowe. Zostaje sama ze swoimi detektywistycznymi sukcesami, odsuwają się od niej prokuratorzy, sędziowie, adwokaci; policjanta, który angażował się na rzecz wykrycia sprawców przeniesiono na inne stanowisko, nawet dotychczas życzliwe urzędniczki w biurach sądowych patrzą na nią z niechęcią. Odkrywa,że takich morskich tragedii było więcej i zawsze rodziny ofiar stały na straconej pozycji w dążeniach do wyjaśnienia tragedii.
Tak właściwie szuka ona kogoś, kto by ją do końca wysłuchał, utulił i by mogła więcej zrozumieć samą w siebie, ale tez wsłuchać się w głos innej osoby, przejąć choć część jej trosk, tragedii. Nie narzeka na bezduszność prawa, przeciwnie, podkreśla, że jest w wielu zapisach dobre, to ludzie na różnych stanowiskach nie umieją, a właściwie nie chcą, boją się je prawidłowo stosować, a Ci najpotężniejsi instrumentalizują je i w majestacie przepisów wykorzystują je do niecnych celów.
Pod tym względem można by książkę zadedykować wszystkim tym, którzy mówią jak mamy dobrze, bo żyjemy w demokracji, państwie prawa, w poszanowaniu praw jednostki, więc nic nam nie grozi. Okazuje się jednak, że to nie tak. To dopiero początek drogi, by w pełni korzystać z tych uwarunkowań, a głównym zagrożeniem mogą być Ci, którzy, powołując się i stosując nasze uprawnienia, tylko pozornie wcielają je w życie.  Decydenci winni mocno wsłuchać się w głos płynący z lektury książki, bo najgorsze jest samozadowolenie, że wszystko jest w porządku, a niektóre ważne kwestie po prostu do nich nie docierają bądź są przez nich lekceważone.
Przeglądając tę pozycję , uzmysławiałem sobie, jak różne może być podejście do cierpienia, ludzkich tragedii (pomocy ofiarom, przeżyć religijnych itp.), jak ono się różnicuje w zależności od aktualnej sytuacji, także w literaturze. najmocniej widać to w utworach z czasów wojennych i nieco późniejszych. Oto zaledwie przykłady z (dawnych?) licealnych lektur. Jeden z głównych bohaterów "Kolumbów" R.Bratnego z politowaniem patrzy na ukrzyżowanego Chrystusa; On umarł za całą ludzkość, a my umieramy za jednego kumpla T.Borowski w jednym z opowiadań podsumował prawie całodobowy efekt pracy obozowego krematorium mniej więcej tak: zanim skończyliśmy mecz, unicestwiono tysiąc(e) istnień ludzkich, w tym na pewno iluś jedynaków.
Ale dość tych ogólnych rozważań. Ta książka jest mocno osadzona w naszym regionie. Ciekawi, ile marynarskich rodzin, mieszkańców wejherowskiego powiatu odnajdzie w niej swoje własne problemy, tragedie. Może warto wsłuchać w ich głos i go utrwalić? Trzeba ją odnotować także dlatego, że część akcji dzieje się w Rumii (prowadzi tu działalność jeden z negatywnych bohaterów), a to nie jest za częste w odniesieniu do miejscowości naszego powiatu.
Narratorka ma rodzinę "na Kaszubach", "na Kaszubach" buduje dom itp. To właśnie określenie "na Kaszubach" jest denerwujące, bo autorka nie rozumie pod nim  między innymi Gdyni, Witomina i Rumii , czy nawet Wejherowa. Gdzież więc są  zdaniem współczesnych elit pomorskich owe "Kaszuby"? Żałuję że tego i kilku innych tematów nie mogę już rozwinąć.

« Wstecz