30-05-2008
„Prawda i prawo” - nowa wstrząsająca książka o polskim wymiarze sprawiedliwości
Zginął człowiek
Książka "Prawda i prawo" jest dostępna w naszej księgarni>>
Ukazała się na rynku czytelniczym niezwykła i pionierska - w tak rozumianej tematyce morskiej - książka Marzeny Burczyckiej-Woźniak (...), zatytułowana „Prawda i prawo”. Pewnie żaden czytelnik nie przejdzie obok tej lektury obojętnie. Przykuwa uwagę już od pierwszego zdania, a zdanie to brzmi następująco: „Miałam zobaczyć mojego syna leżącego w grobie od dwunastu miesięcy (…).” I dalej toczy się wstrząsająca opowieść matki, która od sześciu lat próbuje poznać prawdę o śmierci swojego syna. W 2002 roku odbywał on, jako absolwent Akademii Morskiej w Gdyni, w stopniu II oficera, praktykę zawodową na morzu (w rejonie Karaibów) skąd wrócił w stalowej trumnie. Tak zaświadczały dokumenty. Natomiast w trakcie ekshumacji prokuratorskiej, która odbyła się w rok po pogrzebie, wydobyto z grobu trumnę... zwyczajną, drewnianą, pozbawioną pieczęci konsularnych, na pewno nie tę, w której ciało zostało wysłane z Trynidadu. Gdzie podziała się trumna właściwa? I co działo się z dramatyczną wysyłką wcześniej, zanim została zatrzymana w drodze do Polski na tranzytowym lotnisku w Londynie, bo stwierdzono rażące rozbieżności wagi trumny wysłanej i tej, którą rutynowo kontrolowały służby celne w porcie lotniczym London Heathrow? Czy został w niej przemycony jakiś nielegalny ładunek, ważący ponad 150 kg? Kto i gdzie go włożył, i kto i gdzie go rozładował? Wreszcie - kto powinien to wszystko wyjaśnić?
Pytania wciąż się mnożą! Ale te najbardziej dramatyczne dotyczą tragedii, jaka rozegrała się na statku „Tsuru” - masowcu armatora cypryjskiego z polską załogą, który transportował skrajnie niebezpieczny ładunek: przetworzoną rudę żelaza DRI. Ruda ta wymaga specjalnych środków ostrożności, m.in. ochrony przed kontaktem z wodą, osłony ładowni tunelami z wypartym tlenem i maksymalnego przestrzegania zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.
Na statku „Tsuru” w zagadkowych okolicznościach zginął (a może został zamordowany?) młody, świetnie wykształcony, niezwykle wartościowy człowiek. I ktoś za tę śmierć odpowiada. Niestety, nasza morska państwowość ma w tym względzie fatalne tradycje. Jak długo istnieje gospodarka morska, tak długo wypadki w pracy na statkach są niewyjaśniane i nikt nie ponosi za nie odpowiedzialności. Niewygodną prawdę wrzuca się jak kamień w wodę, po którym zostają tylko wodne koła, a potem nic – morska toń...
W książce „Prawda i prawo” złą tradycję przemilczania i pełnego arogancji traktowania spraw ludzi, którzy zginęli na morzu, a także ich nieszczęśliwych rodzin, przerywa matka zabitego chłopca. Dzięki jej determinacji i wielkiej sile sprawa Karola nie została umorzona, toczy się już szósty rok postępowanie w sądach. Temida wyrokuje dziwnie i na ślepo, i jakby ogłuchła, że zginął przecież młody człowiek. A matka dokładnie rozpoznała, angażując w to wszystkie swoje siły i czas, jaki był przebieg tragedii na statku i kto za nią ponosi odpowiedzialność.
Na koniec warto zwrócić uwagę na formę tej niewielkiej objętościowo książki. Zawiera ona elementy dziennikarstwa śledczego, powieści kryminalnej, opowieści grozy, prozy wyznaniowej, analizy psychologicznej. Wszystko to spaja oryginalna, dwutorowo biegnąca narracja. Autorka pisze na wstępie: „Forma przekazu, wahająca się między reportażem a literaturą, została wynaleziona na potrzeby tej opowieści”. Posłużyła ona temu, by w unikalny sposób przekazać złożoność sprawy, oddać ból i determinację matki, a także wciągnąć czytelnika w dialog o przeznaczeniu, moralności, sprawiedliwości, wierze, sensie istnienia, wartości ludzkiego życia. „Prawdę i prawo” czyta się – że użyję modnego określenia - interaktywnie, czytelnik w czasie lektury musi o wiele spraw zapytać samego siebie.
Źródło: Marzenna Bławat (w: dwutygodnik „Pielgrzym”, 1 i 8 VI 2008, nr 11(483)












