19-03-2008
Dotąd nie było po polsku takiej książki o surrealizmie - recenzja książki „Spiskowcy wyobraźni”
Zmutowane rzeczy surrealizmuDorota Jarecka
Źródło: Gazeta Wyborcza
Książka "Spiskowcy wyobraźni" jest dostępna w naszej księgarni>>>
Dotąd nie było po polsku takiej książki o surrealizmie. Surrealiści wynaleźli pewien sposób życia, do którego aspirują dzisiaj artystyczne i intelektualne elity. Jego manifesty zostały opublikowane 80 lat temu, jego założyciele dawno nie żyją, a jednak wciąż pobudza nowych autorów do pisania, i co ciekawsze, oni ciągle potrafią z niego coś nowego wydobyć. Surrealizm - kopalnia obrazów i znaczeń. Agnieszka Taborska przekopała ją na nowo.
Światowa literatura poświęcona surrealizmowi jest ogromna, o surrealizmie pisano i jeszcze będzie się pisać na sto sposobów - od ujęć psychoanalitycznych, przez marksistowskie, po feministyczne. Jednak w Polsce literatura na ten temat jest skromna. O surrealizmie w sztukach plastycznych pisała Krystyna Janicka, autorka podstawowych do tej pory "Surrealizmu" i "Światopoglądu surrealizmu". O surrealistycznej poezji wydała książkę Małgorzata Baranowska, a do dzisiaj najważniejsza, jeśli chodzi o teksty źródłowe, jest "Antologia surrealizmu" w wyborze Adama Ważyka. Jednak dotąd nie było po polsku książki, która by poprowadziła narrację równoległą - o sztuce i jednocześnie o literaturze, a do tego rozszerzyła pojęcie sztuki o film, fotografię, modę i reklamę. I to jest właśnie w tej książce najbardziej godne uwagi i niezwykłe.
Taborska sama jest tłumaczką i pisarką. Stąd w jej książce przewaga literatury, która zresztą w jakimś stopniu odpowiada rzeczywistości tej sztuki. U jej początku było słowo. Słowo, któremu zadano pytanie o jego sens i miejsce w zdaniu, które wyrwano z racjonalnego kontekstu i nadano nowe znaczenia. Seanse "automatycznego pisania" André Bretona i Phillipe'a Soupault właśnie temu wyzwoleniu słowa ze starego porządku miały służyć. Bez zrozumienia rewolucji surrealistycznej w języku podejście surrealistów do sztuk plastycznych jest niejasne. Bo czym są surrealistyczne przedmioty? Na przykład żelazko Mana Raya z gwoździami nabitymi od spodu, filiżanka i spodek obłożone futrem chińskiej gazeli Meret Oppenheim czy okulary wyposażone w jedno centralne, ale za to duże szkło Marcela Mariena? W porządku logicznym nie znaczą nic, są błahym wygłupem. Jednak wystarczy uruchomić wyobraźnię, oderwać przedmiot od szeregu jemu podobnych i pomyśleć, jaki byłby w użyciu, jakie uczucia i myśli by wywołał, gdyby był właśnie taki - zmutowany, inny. I poczytać Louisa Aragona, który przedmiotom i ich magicznej mocy poświęcił tyle uwagi w "Wieśniaku paryskim": "Przedmioty przeobrażały mi się w oczach, nie przybierając formy alegorii ani charakteru symbolicznego; były nie tyle objawieniem myśli, ile samą myślą".
Tak jak nie można zrozumieć rosyjskiego futuryzmu bez Chlebnikowa, tak nie warto zabierać się do oglądania surrealistycznych przedmiotów, fotografii, filmów i obrazów bez znajomości surrealistycznej literatury. Ale i odwrotnie - surrealiści pisarze mieli znakomite oko do sztuki i do rzeczywistości. Paul Éluard fascynował się pocztówkami, gromadząc ich wspaniałą kolekcję. André Breton był kolekcjonerem przedmiotów artystycznych i nie - łyżka wyszperana gdzieś na targu staroci mogła dostarczyć więcej wrażeń niż tradycyjne "dzieło sztuki".
Kiedy się to czyta, trudno nie mieć wrażenia, że surrealiści wynaleźli pewien sposób życia, do którego aspirują dzisiaj artystyczne i intelektualne elity. Trzeba wiedzieć, czym jest sztuka, znać jej wielkie dzieła, ale trzeba też umieć znaleźć dystans do systemu, który, usidlając w muzeach sławne malowidła, a wielką literaturę nagradzając Noblem, pozbawia sztukę czegoś bardzo ważnego: irracjonalności, tajemnicy, a nas samych - niezależności i indywidualizmu w wyborze tego, co się akurat podoba. Ekstrawagancja, która dziś jest elementem dobrego stylu, była wynalazkiem surrealizmu.
Surrealizm wydarzył się we Francji i nie mógł się wydarzyć gdzie indziej - nigdzie na świecie nie ma tak wysoko rozwiniętej kultury wizualnej. Pisma wydawane przez surrealistów były starannie zaprojektowane graficznie, pierwsze wydania najważniejszych książek "papieża surrealizmu" André Bretona - "Nadja", "Naczynia połączone" i "Miłość szalona" - były ilustrowane fotografiami. Surrealizm był kierunkiem, którego istota polegała na interpretacji kultury wizualnej otoczenia, przekształcaniu jej motywów. Taborska opisuje drogę pewnego pomysłu reklamowego. W reklamie pigułek Pink z początku stulecia mężczyzna w cylindrze i czarnej masce rozrzuca nad Paryżem różowe pigułki. Na okładce "Fantomasa" - powieści kryminalnej Pierre'a Souvestre'a i Marcela Allaina - ten sam mężczyzna pojawia się nad Paryżem ze sztyletem w dłoni, a na obrazie René Magritte'a "Powrót płomienia" ma w dłoni różę.
Autorka traktuje surrealizm szeroko. Znajdziemy tu sylwetkę Rolanda Topora, pisarza i artysty, którego teksty Taborska tłumaczyła i poświęciła mu też książkę "Abecadło Topora". Jest tu miejsce dla filmowców - Josefa von Sternberga i Luisa Bunuela - i dla kobiet. To ważne, bo książka Taborskiej powstała już na innym etapie rozwoju wiedzy niż poprzednie polskie pozycje na ten temat. W zachodniej myśli o sztuce od lat 70. ma miejsce rewizja surrealizmu z feministycznego punktu widzenia. Najpierw ukazały się teksty kobiet uczestniczek nurtu, które stały u boku, to znaczy w cieniu, swoich mężczyzn, m.in. książki Uniki Zürn, żony Hansa Bellmera, czy Leonory Carrington, towarzyszki Maksa Ernsta. Następnie twórczość kobiet weszła na wystawy i do książek o surrealizmie. Przyjaciółka i modelka Picassa Dora Maar okazała się znakomitą surrealistyczną fotografką, Gisele Prassinos, która jako 14-latka czytała surrealistom swoje utwory, budząc podziw dla swej naiwnej wyobraźni, po latach wyszła z ukrycia jako znakomita samodzielna pisarka.
W książce pełno jest literackich cytatów. "Spiskowcy wyobraźni" miejscami przypominają wypisy z literatury albo katalog motywów literackich. To dobrze. Literatura kierunku tłumaczona była w Polsce rzadko, co zresztą samo w sobie jest ciekawe. Surrealizm nie miał u nas dotąd zbyt wielkiego wzięcia. Jednym z powodów jest pewnie ideologizacja patrzenia na literaturę, która nie ustała nawet wtedy, gdy przestał obowiązywać w Polsce socrealizm. Inny to odziedziczona jeszcze po krytykach neoromantyzmu niechęć do tego, co ciemne, zamglone, oddane marzeniu. Bo jak pisał Stanisław Brzozowski w "Legendzie Młodej Polski", "na jasności, konsekwencji i sile zależy nam przede wszystkim".
Skutek jest taki, że tak jak literatura francuskiej klasyki od Michela z Montaigne do Prousta miała swojego tłumacza, wielkiego Boya-Żeleńskiego, tak literatura francuska nurtu kontestacji, wywrotowa wobec klasyków już takiego kogoś nie miała. Wcześniej te zaległości nadrabiali tacy tłumacze jak Artur Międzyrzecki, Julia Hartwig, Adam Ważyk. Dzisiaj robi to m.in. Agnieszka Taborska (tłumaczka Soupaulta, Topora, Prassinos) czy Jan Gondowicz (tłumacz Jarry'ego, Raymonda Queneau).
Nieznane dotąd obszary są przyswajane językowi polskiemu i szeroko otwieramy oczy - jak mało było dotąd surrealizmu w naszej sztuce. Za mało?












