L&L

16-03-2008

Grzegorz Leszczyński, historyk literatury dziecięcej pisze o cyklu Mary Poppins

Naprawdę nazywała się Helen Lyndon Goff. Literacki pseudonim Travers, pod którym jest znana w świecie, to pierwsze imię jej ojca (Traversa Roberta Goffa), skromnego bankowego urzędnika, który zmarł, gdy Helen miała 7 lat. Podpisywała swoje utwory jako P.L. Travers, podobno ukrywała w ten sposób swoją płeć, pozorując, że jest pisarzem, nie pisarką. Autorka cyklu opowieści o Harrym Potterze podpisywała się w podobny sposób: J.K. Rowling, jak sama twierdzi, by oddać cześć swojej ukochanej autorce z czasów dzieciństwa. Ulubionym pisarzem P.L. Travers był James Barrie, twórca Piotrusia Pana. Inspiracje powieści Barrie’a, w których rozczytywał się również J.RR. Tolkien, widać bardzo wyraźnie w konstrukcji cyklu o Mary Poppins i w kreacji głównej bohaterki.
Mary Poppins pozornie jest nianią jak każda inna – ale tylko pozornie. Naprawdę bywa opryskliwa, chwilami nawet niegrzeczna, zrzędzi i narzeka, czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że nie lubi dzieci, w ogóle nie lubi ludzi. W istocie jest dla pięciorga swoich podopiecznych przedziwną, tajemniczą czarodziejką, która je zabiera w cudowny świat magii. Bo nie zapomniała marzeń i przeżyć z dzieciństwa, dziecięcych tęsknot, pragnień, nie wyrosła ze świata wyobraźni. Przywiał ją pewnego dnia wschodni wiatr; po pewnym czasie wiatr zachodni powiał w jej parasolkę – i zniknęła równie niespodziewanie, co się pojawiła. Potem było podobnie: pojawiała się w najbardziej nieoczekiwanych momentach, gdy nikt się jej nie spodziewał, i znikała równie nagle i równie nieoczekiwanie. Za jej sprawą codzienność nabiera niezwykłego blasku, zwyczajne zdarzenia, jak spacer po parku czy sprzątanie pokoju, przeistaczają się w fascynujące przygody z pogranicza rzeczywistości i baśni. Mary Poppins, jak na kobietę przystało, ma swoje słabostki: jest trochę próżna, lubi się strojnie ubierać, a gdy mija wystawy sklepowe czy samochody, przygląda się swojemu odbiciu w szybach. Ma czarne włosy, niebieskie oczy, nosi kapelusz z piórem lub kwiatem, na spacerze zawsze trzyma w ręce parasolkę z rączką w kształcie papuziej główki i dywanikową torbę, gdzie zawsze znajduje się wszystko, co akurat potrzebne. Trochę przypomina naszego Pana Kleksa z powieści Brzechwy, niezwykłego nauczyciela, który też zabierał dzieci w świat baśni i który w kieszeni surduta nosił niezliczone skarby, niczym mały chłopiec. Pan Kleks mógłby być przyjacielem Mary Poppins, pewnie odwiedzałaby go podobnie jak swoich kuzynów – pana Perukkę, który unosił się do góry za sprawą gazu rozweselającego, i pana Gałązkę, który słyszał, jak rosną drzewa i jak Ziemia obraca się wokół swej osi.

Mary Poppins, jak Piotruś Pan i jak Pan Kleks, są postaciami ze snów o szczęśliwym i pięknym dzieciństwie, które potrafi przemienić szarą rzeczywistość i najpiękniejszą baśń, gdzie wszystko jest możliwe. Ta baśń ani nigdzie nie zaczyna się, ani się nie kończy, po prostu trwa, niczym złota, królewska nić, z której utkany jest płaszcz dziecięcego świata.

Dzieło P.L. Travers to jedna z najpiękniejszych książek dzieciństwa, książka o sile czarów, które zamieniają zwyczajny ludzki świat w niezwykłą baśń, pełną marzeń i cudów, baśń o dorosłym człowieku, który, właśnie jak Pan Kleks, jest największym przyjacielem dziecka, jego duchowym przewodnikiem, choć trudno zaprzeczyć, że niełatwy ma charakter. Książka o wielkiej przygodzie, jaką jest dzieciństwo.

Historia Mary Poppins zaczęła się w 1934 r., wówczas P.L. Travers ogłosiła pierwszy tom cyklu, który od razu przyniósł autorce wielki sukces. Kolejne tomy ukazywały się aż do roku 1975. W polskich tłumaczeniach Ireny Tuwim tytułowa bohaterka nosiła początkowo imię Agnieszka, rychło jednak przywrócono imię oryginalne na żądanie samej autorki. I chyba dobrze, bo pod tym imieniem znają ją dzieci całego świata. Musicalowa adaptacja filmowa książki powstała w r. 1964 w studiu Walta Disneya. W postać Mary wcieliła się Julia Anrews. P.L. Travers nie była z filmu zadowolona – twierdziła, że książkowa bohaterka jest znacznie bardziej „drapieżna”, zaczepna i zła, w filmie zanadto złagodniała, stała się dobrą nianią – życzliwą i uśmiechniętą opiekunką dzieci. Film zaprzepaścił największy walor baśni: dopiero bowiem za sprawą dziecięcej wyobraźni Mary Poppins staje się czarodziejką, fascynującą i bardzo kochaną.

dr Grzegorz Leszczyński, historyk literatury dziecięcej

« Wstecz