L&L

21-02-2008

Paweł Głowacki w artykule „Haiku i Zenek” pisze o poezji Brzóski

"Haiku Brzóski" jest dostępne w naszej księgarni internetowej>>

Temat recepcji haiku w Polsce podjęła już Beata Śniecikowska w "Pamiętniku Literackim" (2007, zeszyt 2, s. 155-183) w artykule Haiku po Polsku. Stereotypy - wizualizacje - polemiki. Szczegółowo opisuje i porównuje dwa skrajnie różne „wcielenia” haiku w literaturze polskiej – ostatni tom Stanisława Grochowiaka (Haiku-images) i utwory Dariusza „Brzóski” Brzóskiewicza.

Czy warto przeczytać haiku Brzóski? Może zachęci do tego Paweł Głowacki, który w "Dzienniku Polskim" w artykule "Haiku i Zenek" - po spotkaniu z z Brzóską w Teatrze im. Juliusza Słowackiego - tak pisze o jego poezji:

Lat temu około 300 poeta Kraju Kwitnącej Wiśni Matsuo Bash? nie przewidział nadejścia poety kraju nadwiślańskiego Dariusza Brzóski Brzóskiewicza, nie przewidział - i to go ocaliło. Pisał dalej. Tworzył, a nawet więcej. Ruszył w świat, by opisać jego pełnię. Szedł, wąchał, kontemplował - i oto stało się to, co zawsze, gdy piszący przesadza z uwielbieniem realności. Uwielbienie pożera czas, na bycie z piórem w garści brakuje minut, słowa usychają czekając, aż nocą zniknie, ach, piękno realności. Zbyt mnisia pokora wobec świata kończy się pustą kartką. Pustą bądź - jak w przypadku wzdychającego Matsuo - zaczernioną tylko odrobinę.

Tak, zbyt mnisia pokora wobec świata kończy się pustą kartką albo - haiku, japońską epifanią w paru słowach. Rozszlochany nad cudownością Ziemi Matsuo nie miał czasu na opisywanie cudowności, miał czas tylko na szybkie, w kilku machnięciach piórem zamknięte uwiecznienie swych zaskoczeń cudownością, swych zdumień pięknem, swych zachwytów ogromem nie do objęcia. Niewysłowionemu światu dał słowną ascezę haiku, po czym zaczął praktykować Zen. Stał się mistrzem? Nie wiem. Muszę o to spytać Annę Burzyńską, która wczorajszy Salon Poezji - poranek ulepiony z nadwiślańskich haiku Brzóski, skrzypcowych improwizacji Stanisława Sojki i Sojki pieśni do słów Leopolda Staffa - zagajała. Jedno wszakże pewne: autor, co osobiście epifanie swe prezentował, naraz odczytał słowa bardzo bliskie późnym wyborom Matsuo. Oto haiku Brzóski "Mistrz Zen".

"Zen/ To jedno/ A Zenek/ To drugie".

W przedmowie do białego tomu "Haiku Brzóski" Marcin Świetlicki powiada: "Byle matoł umiałby napisać trzy linijki, stosując reguły tej wschodniej sztuki poetyckiej. I różne matoły próbowały, z najczęściej mizernymi skutkami. Bo to żadna sztuka trzymać się reguł. Sztuką jest trzymać się reguł i stworzyć na tej bazie coś nowego, swoistego. Tylko jeden Brzóska potrafił tak uczynić". Pięknie, lecz ściśle na czym antymatołectwo Brzóski polega? Czym jest brzóskowa swoistość dalekowschodniej formy poetyckiej? Przypomnę: Zen - to jedno, a Zenek - to drugie. Otóż, jak na kanwie swej wobec cudu świata niemoty pisarskiej ckliwy Matsuo haiku stworzył, tak Brzóska haiku to po wiekach dokumentnie - uzenkowił!

Jeśli w klasycznym haiku jest ironia, śmiech, przymrużenie oka - to tylko taktownie, jakby salonowo, cichaczem, nieoficjalnie, na dnie brzmień oficjalnych. Klasyczne haiku to jednak powaga jest, nie igrce, raczej szlachetny post niż niepoczytalny karnawał. Aż tu po trzech wiekach Brzóska nad Wisłą też - jak Matsuo - lezie sobie przez świat, też chłonie jego ogrom, podobnie zachwyca się pięknem i cierpnie wobec polifemicznych potworności, i nie mając czasu bądź sił na eposy - też notuje tylko mikre epifanie. Lecz epifanie te są właśnie karnawałem, tańcem uzenkowionych haiku, które całe piękno i całą nędzę realności stawiają - na głowie.

Kiedy Brzóska odczytywał swój w okruchach słownych zapisany karnawał, za cholerę nie można było zgadnąć, czy jegomość ten, łysy i ascetyczny niczym japońskie sypialnie, kpi czy poważnie gada. Z każdym utworem znakomicie pęczniała absurdalność, groteskowe gry słowne iskrzyły pod żyrandolem, nadzwyczajne nonsensy, gęsta ironia i satyryczne ciepło - lekko dryfowały wokół koków stałych bywalczyń salonu. Było tak bezpretensjonalnie, że nawet haiku "Śmieją się", które brzmi: "Śmieją się staruszki/ Z reklamy/ Pasty/ Do zębów" - nie zdołało wzniecić protestów stałych bywalczyń.

I dobrze! Bo niby przeciw czemu tu protestować? W końcu nie sposób od czasu do czasu nie nakłuwać nieogarnionych balonów piękna świata i świata tego potworności. Inaczej - tylko mnisią pokorę swą pielęgnując - człowiek by długo nie pociągnął. Bez śmiechu, bez nawiasów groteski, bez szpil absurdu - żyły pękają od powagi. Nie oszukujmy się, bez wierszowanych "fikołków" Brzóski "Fioletowa krowa" Barańczka - zbiór niepoważnej poezji globu - to krowa niepełna i coś blado fioletowa. A co z naszym dobrym Matsuo?

Czy jakby przewidział nadejście Brzóski, jakby przeczuł moc żartu haiku uzenkowionego - nie wyruszyłby w świat i nie stworzył haiku? Możliwe. Ludzie zbyt poważni wolą nie prowokować losu i gdy słyszą kroki trefnisiów - nosa z chałupy nie wyściubiają. Po co kusić swą skrzętnie skrywaną groteskowość? W sumie więc - dobrze, że Matsuo nie przewidział Brzóski. Gdyby przewidział - w domu by został i nie stworzył haiku. A to znaczy, że i Brzóska byłby dla poezji zbędny, bo niby co by miał uzenkawiać? "Pana Tadeusza"?





« Wstecz