L&L

01-02-2008

Paweł Smoleński pisze o najnowszej książce Ryszarda Kapuścińskiego

Paweł Smoleński, Gazeta Wyborcza

Ryszard Kapuściński
, Dałem głos ubogim

Książka jest dostępna w naszej księgarni.

Czytać książki powinien czytelnik, a nie wielbiciel lub wyznawca. Bo książka to nie kaplica ani sanktuarium, lecz zadrukowany papier, wart tyle, ile waży.

Dlatego - choć należę do wielbicieli i wyznawców Ryszarda Kapuścińskiego - zrazu uznałem, że książka "Dałem głos ubogim", złożona z zapisu jego spotkań z włoską młodzieżą i kilku prób biograficznego spojrzenia na życie wielkiego reportera i pisarza, winna stać tylko na półkach wtajemniczonych. Gdyż jest w niej pewna monotonia, zawierająca się w stwierdzeniu, że Kapuściński pokazywał nam ten zwariowany, dziwny świat.

A ci "my" to nie tylko Polacy zza żelaznej kurtyny, ale i młodzi Włosi, którzy nie mają pojęcia, że paszport może być dobrem reglamentowanym, a granice - kordonem nie do przejścia. Skoro nie było się w NRD ani w Bułgarii, nie warto rozmyślać o afrykańskim ludzie Hutu, który z narodem Tutsi ma relacje bardziej kiepskie, niźli my mieliśmy z Ruskimi. Ślepota - oto przywara właściwa wyznawcom. Czytają i chcieliby więcej. Dlatego pewnie sam tej ślepocie uległem.

Lecz później pomyślałem, że ta książka jest niezwykła. Głosem reportera opowiada o banalnych prawdach zaliczanych dziś do zbioru szlachetnych naiwności schowanych w bajkach, ale już nie w baśniach, gdzie pojawia się cząstka prawdziwego świata, zbudowanego z gniewu, strachu i pychy.

Jesteś u kogoś w gościach - namawia Kapuściński - jedz to, co on je. Napij się wody ze studni, skąd piją miejscowi. Jesteś obok Innego (pisał o innych z dużej litery) - postaraj się pojąć, że dla nich ty też jesteś inny. Biała skóra? Kolor jak każdy, a może nawet bardziej naznaczony, bo ubrudzony wielowiekową niegodziwością. Europejski background? W niczym nie lepszy od tego z afrykańskiego stepu lub latynoskich faveli.

Mój Boże, jakie to dziecinne. Ten Kapuściński, zdałoby się, że gość doświadczony, a sadził młodzieży takie rzeczy.

Mamy też w tej książce prawdy bardziej uniwersalnie, by nie powiedzieć - jeszcze bardziej banalne. Bądź skromny, to więcej zrozumiesz. Bądź pokorny, ktoś okaże ci serce. Polub swojego rozmówcę, a on polubi ciebie. Nie bój się bezradności - ludzie są z natury dobrzy, więc przyjdą ci z pomocą. Nie udawaj, nie błaznuj, nie sadź się, nie strosz piórek, nie pręż muskułków. Pytaj śmiało, lecz z taktem. A przede wszystkim - słuchaj. Wtedy jak w bajce wszystko się ułoży. Tak mówi do nas (choć mówił do włoskiej młodzieży) Kapuściński. Dojrzały chłop, a bajdurzy.

Bo - patrząc praktycznie - ta zalecana skromność, zaciekawienie i pokora to marna recepta na życie. Życie nie bajka, ale bitwa. I kwita.

A teraz - uwaga - poczytajmy, co mówi o Kapuścińskim młodociana włoska publiczność. Był - wspomną - naiwny. Delikatny i kruchy. Uważny. Dostępny dla każdego. Cieszył się Dolomitami w mieszanym kulturowo miasteczku Bolzano, gdzie słychać zgrzyt niemczyzny i zaśpiew włoskiego. Dobrze mu tam było - piszą młodzi Włosi. I chcieliśmy go słuchać.

Niedawno spotkałem polską studentkę dziennikarstwa. Powiedziała: - Nie będę czytać Kapuścińskiego, bo to komunizm, marksizm. Podobno - rzekła głosem strażnika pieczęci - coś podpisał. Co podpisał - studentka nie wiedziała. Wyczytała to w jakiejś gazecie.

Rosjanie, Kolumbijczycy, Tutsi, Hutu, Nieńcy, Czuwasze, Amhara, Indianie Boliwii i ludy subkontynentu indyjskiego nie zastanawiają się, czy Kapuściński gdzieś złożył jakiś podpis, ale są dumni, że pisał właśnie o nich. Niemcy, Amerykanie, Szwedzi, Hiszpanie, Anglicy, i Bóg wie kto jeszcze, zazdroszczą, że Opatrzność nie dała im takiego pisarza. Rysiek przeżył swoje życie jak bajkę. I stosował to do reguł prawdziwego świata. Co dał nam w swoich książkach.

Mimo całego okrucieństwa, które też było jego doświadczeniem, mimo chorób, przemocy, nędzy, Ryszard był taki, jakiego zobaczono go w Bolzano. Niewysoki, szurający nogami, uśmiechnięty, zaciekawiony, delikatny, cierpliwy, przepraszający. I dobry. Bo biednym dawał głos. Choćby nie mieli racji, ale wokół nie było nikogo innego, kto by się za nimi ujął.

« Wstecz