L&L

11-01-2008

O książce Judith Katzir „Matisse ma słońce w brzuchu”

Katzir, Judith: Matisse ma słońce w brzuchu
Małgorzata I. Niemczyńska
Źródło: Gazeta Wyborcza

Książka jest dostępna w naszej księgarni internetowej.

Bardzo niemodną książkę napisała Judith Katzir - przeładowaną rozbuchanymi emocjami i kodami kultury. A jednak wartą uwagi.

Pierwsza wydana w Polsce powieść bestsellerowej w Izraelu pisarki nie ma wiele wspólnego z jej zaangażowaniem w działania na rzecz pokoju. Dotyczy tematu starego jak świat i przemielonego na wiele sposobów - miłości. Na dodatek trudno powiedzieć, że nikt go dotąd nie mielił na sposób Katzir. Sytuacja jest prosta. On jest po czterdziestce, ma brzuszek, brodę i rodzinę. Ona jest o połowę młodsza, ma ambicje literackie i chłopaka ze studiów. Poznają się na ulicy. Podczas wycieczki do Włoch wybucha między nimi namiętność, która z czasem okaże się oczywiście destrukcyjna. Miejsce, gdzie ich historia znajduje początek, nie jest przypadkowe. Tych dwoje potrzebowało do kochania kolebki cywilizacji europejskiej. Porozumiewają się między sobą za pomocą kulturowego kodu. Lubią obcować ze sztuką. Jego erotycznie podnieca reprodukcja "Wenus z Urbino" Tycjana, ona własnych emocji szukała w filmach Bergmana. Symbolem ich chwilowego szczęścia stanie się tytułowe zdanie -"Matisse ma słońce w brzuchu" - wypowiedziane ponoć kiedyś przez Picassa.

Jednak na historię Igala i Rywi spojrzeć też można trywialnie: on potrzebuje seksu (ona nie szczędzi mu go nigdy), ona lubi podróże w luksusowych warunkach i drogie prezenty (on chętnie je rozdaje). Katzir delikatnie poetyzującym stylem przekonuje jednak, że żaden banał nie jest banalny, gdy dotyka nas osobiście. Wyraźnie stara się nadać swojej powieści cechy uniwersalne.

Zamieściła w niej kilka szczegółów z prawdziwej, niewesołej historii (ktoś z drugiego planu zginął w wojnie synajskiej) i autobiograficznych (Rywi - podobnie jak ona - mieszka w Tel Awiwie i pisze), ale ta fabuła mogłaby się rozgrywać gdziekolwiek.

Człowieczeństwo realizuje się według Katzir w relacjach z innymi, przypadkowości i możliwości dokonywania wyborów, jak w przytoczonej przez I gala historii o Prometeuszu, kelnerze i bankierze.

Mitologiczny dobrodziej rodzaju ludzkiego zaszedł niegdyś do knajpy, w której szef sali lubił sadzać przy jednym stoliku trzy nieznające się osoby, aby obserwować ich reakcje. To on opowiedział Prometeuszowi o bankierze, który pewnego dnia upuścił na ulicy chusteczkę. Przechodnia, który ją podniósł, poprosił o napisanie na podanej mu kopercie adresu swojego dowolnego znajomego (wcześniej zakleił w niej kilkaset franków). Następnie wymierzył mu policzek, przesyłkę wrzucił do skrzynki, a sam wskoczył do przejeżdżającego autobusu. "...i w ten sposób, w tych bezcelowych i dokonanych bez żadnego powodu uczynkach, bankier zrealizował swoje człowieczeństwo".

« Wstecz